Okiem Wieśniaka
Praca zdalna nie jest dla każdego

Praca zdalna nie jest dla wszystkich, ale warto jej spróbować

Praca zdalna – magiczne dwa słowa odmieniane ostatnio przez wszystkie przypadki. Zalecana wszystkim i wszędzie niczym lekarstwo na rozwolnienie. Dopadło i mnie. Znaczy się praca zdalna, a nie rozwolnienie… I siedzę teraz w piżamie przy kompie popijając pyszną kawę. Zastanawiam się co będę robić przez resztę dnia, bo przecież nikt mnie nie widzi…
Otóż nie! Tak to nie działa!
Wręcz przeciwnie i właśnie o tym będzie ten artykuł. O naszych wyobrażeniach i moich wrażeniach.

Ja nie chcę pracować zdalnie!

W dobie szalejącego za drzwiami i oknami koronawirusa praca zdalna wydaje się być panaceum na wszelkie zło. Do tego polecanym przez rząd. I to chyba właśnie te zalecenia poniekąd zmuszają prezesów do wysyłania pracowników do domów, aby tam świadczyli pracę w sposób, który określany jest w barbarzyńskim języku jako home office.
I taki prezes ma podwójny problem mentalny.

Bo po pierwsze: jak to poza biurem?

Po to jest biuro, żeby tu ludzie przychodzili i pracowali. Od 8 do 16, bo za to się im płaci i już. Nikt nie mówi o efektach, wydajności, produktywności i takich tam bzdetach, które z pewnością są wymysłem ludzi nie mających pojęcia o codziennej pracy, a może i przez samego szatana. A może szatana nawet bardziej…

A po drugie: pracownicy nie chcą pracować zdalnie!

I takiemu prezesowi mającemu na uwadze punkt pierwszy, wydaje się, że racja jest po jego stronie. Niestety popełnia zasadniczy błąd – nie pyta: dlaczego?
A powodów jest przynajmniej kilka i związane są one z brakiem:

  • szybkiego łącza internetowego,
  • dobrej jakości sprzętu komputerowego,
  • miejsca do pracy w domu/mieszkaniu,
  • ciszy i spokoju, co wiąże się z obecnością dzieci ze względu na zamknięte szkoły,
  • dostępu do dokumentacji papierowej pozostawionej w biurze,
  • samodyscypliny,
  • przychylnego postrzegania takiej pracy przez prezesa.

Dlaczego ja nie mogę pracować zdalnie?

Kiedy okres negowania minął i prezes zmotywowany podwójnie: najpierw przez przełożonych, a dopiero później przez koronawirusa; podjął decyzję w sprawie home office, doszło do kuriozalnej sytuacji. Początkowo nie było chętnych do pracy w domu, ale kiedy prezes ogłosił swoją (tak przynajmniej twierdził) decyzję, nagle poza biurem pracować chciał każdy. To nic, że zostało powiedziane jaki stanowisk to dotyczy i dlaczego. Od razu pojawiły się, jakże charakterystyczne dla naszego polskiego piekiełka, pytania:

– Dlaczego on/ona może, a ja nie?

Bo przecież nie chodzi o to, żeby mieć tyle owiec, co sąsiad, ale żeby sąsiadowi wszystkie owce pozdychały.

– Skoro ja muszę siedzieć w biurze, to niech on/ona też siedzi.

Przy takim podejściu, braku zrozumienia czym jest praca zdalna, trudno znaleźć jakąkolwiek nić porozumienia. Nie docierają argumenty, że home office nie jest dla wszystkich. Że tak nie może pracować chociażby sprzątaczka, ekspedientka, pielęgniarka, a w przypadku wielu biur sekretarka. Że takiej pracy nie można zlecić również rolnikom, bo za pomocą symulatora farmy pola nie poorzą i zboża nie zasieją…
A przecież głównym celem jest maksymalne rozproszenie skupisk ludzkich, wyeliminowanie jak największej liczby wektorów przenoszenia koronawirusa. I kiedy zastanawiałem się, z czego wynika takie zachowanie, doszedłem do wniosku, że to efekt…

Wyobrażenia o pracy zdalnej

Tutaj chyba tkwi największy problem. Osobom, które są przyzwyczajone do tradycyjnego modelu biurowego, w wielu przypadkach wydaje się, że praca zdalna to nic innego jak dodatkowy urlop. Takie podejście obrazuje grafika na początku tekstu: wstaję, kiedy chcę; robię to, co chcę; nikt mnie do niczego nie zmusza, a kasa co miesiąc wpływa na konto. A! I jeszcze kawkę spijam, bo bez tego żyć się nie da!

Moje spostrzeżenia dotyczące pracy zdalnej

W sumie to chciałbym, aby home office wyglądał tak, jak wiele osób sobie wyobraża. Naprawdę! Niestety w myśl zasady: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, szybko przyszło mi pewne rzeczy zweryfikować. Bo praca zdalna stanowi pod wieloma względami ogromne wyzwanie. Poniżej przedstawiam swoje wrażenia z dwóch pierwszych dni poza budynkiem firmy.

Pracuję kiedy chcę

Oczywiście, że… nie! Pracuję wtedy, kiedy pracują moi współpracownicy. To, że pracujemy zdalnie nie oznacza, że nie mamy ram czasowych. Musimy być dla siebie dostępni szanując jednocześnie nasze prawo do czasu wolnego. Dlatego jestem na domowym stanowisku pracy najpóźniej o 8.00 i schodzę z niego najwcześniej o 16.00.

Przecież można się wyspać

To jest super argument. Mogę wstać później. Nie jest mi potrzebny czas na poranną toaletę, śniadanie, ubieranie się itp. itd. Jestem przyzwyczajony do wstawania o jednakowej porze i… nie wysypiam się tak samo, jak do tej pory. Nic się w tej kwestii nie zmieniło. Przynajmniej u mnie. Zdaję sobie sprawę, że wymaga to ogromnej samodyscypliny. Chociaż ten luksus pracy w pidżamie lub szlafroku…

No dobra, ale gdzie ja mam pracować?

Do tej pory wszystko w domu miało swoje miejsce. Nawet bałagan. A teraz trzeba wygospodarować kawałek, na którym muszą zmieścić się urządzenia firmowe, notatki, trochę papierów. Pewnie, pamiętając dawne czasy, wystarczyłaby do tego podłoga, ale obecność Potworów w zasadzie to uniemożliwia. Konieczność skupienia się nad kluczowymi zadaniami, wymaga odizolowania od rodziny (chociaż w czasach kwarantanny może to być postrzegane jako działanie pozytywne), pobycia przez jakiś czas w ciszy. Jest to trudne, a czasem po prostu niemożliwe i stanowi poważny argument przeciwko home office.

Brak fizycznej obecności współpracowników

Lubię pracować z ludźmi. Lubię czuć ich obecność w swoim otoczeniu, możliwość wsparcia z ich strony w trakcie rozwiązywania spraw zawodowych. Brakuje mi rozmów „przy czajniku”, w trakcie przerw śniadaniowych, a nawet, czego nie spodziewałbym się po sobie nawet w najbardziej pesymistycznym scenariuszu, o samej pracy. Wiąże się z tym kolejny punkt, a mianowicie…

Komunikacja

Praca zdalna wymaga przemyślanego systemu komunikacji i przeznaczonych do tego narzędzi. W firmach, które do tej pory opierały się na kontaktach bezpośrednich, spowodowało to początkowy paraliż komunikacyjny. Wydawać by się mogło, że mail i telefon w zupełności wystarczą. Niestety nie. Przez pierwszy dzień odbierałem telefony, które w większości dotyczyły… konieczności odebrania i przeczytania maila.

Kiedy otwierałem skrzynkę pocztową od razu było widać, którzy kontrahenci przeszli na home office i nie mieli do czynienia z takim sposobem pracy. Wydawać by się mogło, że wyznacznikiem ich zaangażowania w realizację zadań jest wysłanie co najmniej jednej wiadomości… Ci bardziej zaangażowani najpierw przesyłali jakieś bzdurne pytanie, które nic nie wnosiło do współpracy, później wysyłali wiadomość ponaglającą, aby w końcu zadzwonić z pretensjami, że nie zaglądam na pocztę elektroniczną.

W firmach, w których praca zdalna jest normą, podchodzi się do tego zupełnie inaczej. Opracowano jasny sposób komunikowania obowiązujący wszystkich członków zespołu, swoistego rodzaju rytuały budujące dodatkowe więzi między członkami zespołu oraz sposób rozliczania pracy. A skoro o tym mowa…

Brak jasno określonych oczekiwań pracodawcy w stosunku do pracowników wykonujących pracę zdalną

To chyba najważniejszy problem prezesów, kierowników i dyrektorów, którzy zetknęli się z home office pierwszy raz. Skoro nie widzę pracownika, to skąd będę wiedział, że pracuje oraz wykonuje moje polecenia? Przecież w godzinach pracy (to bardzo ważne określenie) mogą oglądać filmiki, wchodzić na social media i robić wiele innych rzeczy, które nie są związane z ich pracą. Bo przecież w biurze tego nie robią. I w końcu najważniejsze…

Jak rozliczyć pracownika z wykonanej pracy?

Chyba tylko raz zetknąłem się z informacją, że przełożony nie kontroluje swojego zespołu w całości pracującego zdalnie. Bo skoro kogoś zatrudnia to znaczy, że mu ufa. Zresztą taka praca nie polega na wykonywaniu poleceń, lecz realizacji zadań. Do tego służą dedykowane programy, dzięki którym można śledzić postęp projektu, realizację cząstkowych zadań oraz punkty zapalne, które wymagają natychmiastowej reakcji prezesa. W takim przypadku do lamusa odeszłoby stwierdzenie z czasów słusznie minionych (lub nie): Kontrola najwyższą formą zaufania. Ale na tę chwilę… Może chociaż jakieś małe wypracowanie na temat dzisiejszej pracy? Wprawdzie nie potwierdzi ono jej wykonania, ale pozwoli poznać pracownika z nieznanej do tej pory twórczej strony…

Jak odnaleźć się w home office?

W zasadzie swoje rozważania na temat pracy zdalnej mógłbym już zakończyć. Miało być zabawnie, a wyszło tak jakoś ponuro. Dlatego pozwolę sobie napisać jeszcze kilka uwag, które dotyczą realizacji zadań bezpośrednio przeze mnie. Bo jak już napisałem wcześniej, z taką sytuacją zetknąłem pierwszy raz.

Nie da się ukryć, że praca zdalna wymaga dużej samodyscypliny, co ma na celu zwiększenie produktywności oraz efektywności. Moje doświadczenia związane z planowaniem, organizacją, realizacją oraz szeroko rozumianym zarządzaniem opisuję w kategorii Czas Wieśniaka.

Praca blokami

Podzieliłem czas pracy na bloki. Najlepszym przykładem obrazującym to zagadnienie jest poczta elektroniczna. Odbieram ją o określonych godzinach, a na na maile odpowiadam falami, w danym bloku. Ignoruję ponaglające telefony, bo niczemu nie służą, a mają wpływ na poziom mojej frustracji.

Jedna rzecz

Nawet w blokach staram się skupić na wykonaniu jednego zadania. Jeżeli jest to odpowiedź na maila, to nie staram się w tym samym czasie tworzyć innego pisma, które absorbuje moją uwagę, lecz zakończyć to, co już zacząłem. Dopiero wtedy przechodzę do kolejnego zadania.

Pomodoro

To taka specjalna technika, którą staram się, na razie bez powodzenia, wdrożyć. Ale idzie mi coraz lepiej. Chyba… W największym uproszczeniu polega ona na tym, że czas pracy dzielony jest na cykle po 30 minut. Każdy cykl składa się z dwóch części: sesji skupienia trwającej 25 minut i krótkiej przerwy trwającej 5 minut. Po czterech cyklach następuje długa przerwa trwająca 15 minut. Zadania wykonuje się tylko w sesjach skupienia. Tyle teoria. Z praktyką bywa różnie. Ale gdy nic nie przeszkadza w trakcie sesji skupienia, praca naprawdę idzie do przodu.

W zdrowym ciele zdrowy duch

No właśnie. Dzisiaj moja waga przekazała mi informację o przekroczeniu kolejnej psychologicznej granicy. Wprawdzie to efekt zaniedbania z okresu przedkoronowirusowego, ale teraz już nie jest mi do śmiechu. Wietrzenie miejsca pracy jest ważne, ale czas zrobić kilka pompek, przysiadów, może deskę… Tylko po to, żeby waga nie rozpędzała się do setki w ciągu jednej sekundy.

Przeszkadzajkom mówię: stop!

Nowa wiadomość w mediach społecznościowych? Ktoś przysłał sms-a? Nowy mail? W trakcie sesji skupienia staram się wyłączyć wszystkie powiadomienia. Przeglądam je w trakcie długiej przerwy, bo krótkiej… jakoś mi na to szkoda.

Getting Things Done

Od pewnego czasu staram się stosować ten system zwiększania efektywności osobistej. Chce osiągnąć jeden główny cel: obniżenie poziomu stresu w życiu zawodowym i osobistym. Cykl artykułów na ten temat wkrótce będzie dostępny w Czasie Wieśniaka.

Most Important Tasks

To kolejna metoda, która w moim przypadku jest uzupełnieniem Getting Things Done. W jeszcze większym skrócie: polega na wyznaczeniu kilku, zazwyczaj trzech, zadań, które muszą być wykonane w danym dniu.

I żeby było jasne. Wyżej wymienione rozwiązania starałem się wprowadzić również w trakcie pracy w biurze. Jednak teraz wdrożenie nabrało tempa. Ogólnie chcę mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku oraz dobrze wykonanej pracy. Myślę, że doświadczenie zdobyte w czasie home office zaowocują w przyszłości.

Podsumowanie

Praca zdalna została wymuszona przez działania mające na celu zapobieganie rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Dzięki temu część firm po raz pierwszy zetknęła się z możliwością wykonywania przez pracowników zadań poza biurem. Decyzje często podejmowane są ad hoc: pod presją czasu, przełożonych, czasem pracowników, bez uwzględnienia doświadczeń innych firm w tym zakresie… Przypomina to wówczas zderzenie ze ścianą – to zupełnie inny sposób działania i zarządzania.

Moim zdaniem praca zdalna nie jest idealnym rozwiązaniem dla wszystkich pracowników i wszystkich firm. Jednak tam, gdzie nie da się jej wdrożyć w całości, warto zastanowić się nad taką możliwością dla części załogi i poszczególnych działów. I niekoniecznie po to, aby przejść na home office, ale po to, żeby wypracować kulturę organizacyjną w tym zakresie. Nawet najlepsze narzędzia nie pomogą, jeżeli nie zostaną określone wspólnie spójne zasady z nich korzystania, które będą respektowane przez wszystkich pracowników. Być może taka weryfikacja obejmie też inne aspekty pracy, np. ograniczenie biurokracji do niezbędnego minimum; pozwoli na zbudowanie nowych podstaw, w których za najważniejsze uznane zostaną zaufanie i komunikacja, a w przypadku jakiegoś problemu rozpocznie się próba szukania najlepszego rozwiązania, a nie poszukiwanie winnych…

Jest to też czas wyciągania wniosków przez managerów każdego szczebla. Rewolucja cyfrowa wybuchła i nic jej już nie powstrzyma. Należy zrewidować podejście do pracy w ogóle, a z określonego czasu przebywania w biurze na rzecz realizacji danego zadania w szczególności. A praca zdalna pozwala w wielu przypadkach na wyszukiwanie pracowników nie tylko poza miejscowością będącą siedzibą firmy, ale też poza granicami województwa, czy też kraju. Niektórzy już to zauważyli…

Praca zdalna to szansa dla ludzi z wiochy

Praca zdalna otwiera też przed wieśniakami takimi jak ja, nowe możliwości. Daje poczucie własnej wartości i zdejmuje ograniczenia związane z miejscem zamieszkania. Czasem wystarczy łącze internetowe, aby znaleźć ciekawą i satysfakcjonującą pracę. A jeżeli do tego cechują ciebie poczucie obowiązku, samodzielność oraz zorganizowanie…

I chociaż czeka nas pewnie wiele wyrzeczeń, przed nami kryzys gospodarczy, to jednak otaczający nas świat zmienia się na naszych oczach. Wiocha po koronawirusie będzie zupełnie inna…

Mam nadzieję, że lepsza…

Share this Story
Zobacz więcej artykułów
Zobacz więcej artykułów autora:  Wieśniak
Zobacz więcej artykułów w kategorii: Okiem Wieśniaka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane oznaczono *

Zobacz też

Tylko prawdziwy kumpel prawdę ci powie

Prawdziwy kumpel, to prawdziwy skarb. Możesz z nim ...

O mnie


Jestem z Wiochy. Kosztuję sól ziemi i walczę z demonami. Rozejrzyj się wokół moimi oczami...

Wieści z Wiochy

Chcę dołączyć

do społeczności Wieśniaków

i otrzymywać

Wieści z Wiochy,

dlatego naciskam ten


przycisk

Bądźmy w kontakcie

Nowości w fotkach

Pomnik na Westerplatte, gdzie 1 września rozpoczęła się II woja światowa
Praca zdalna nie jest dla każdego
Kolonoskopia - strach ma wielkie oczy
Przegrałem bitwę o odchudzanie
Święty Mikołaj z dużym workiem prezentów
Kraina lodu II
Recenzje można przedstawić za pomocą kciuka
Znicze na nagrobkach
Przeniesienie strony na nowy serwer, czyli przeprowadzka