(…) Rzepicha przecięła węzeł zawiązany z końcówek materiału. Powoli zaczęła odwijać prowizoryczny opatrunek. Gdy dotarła do ostatniej warstwy, na twarzy Wieśniaka pojawił się grymas bólu. Pomieszczenie najpierw wypełnił potworny smród gnijącego ciała, a następnie oczom ukazała rana. Wokół uszkodzonego naskórka widoczny był ogromny czerwony pierścień, utworzony z zaognionych infekcją komórek.
Widząc to Rzepicha pochyliła się i nabrała w usta wody z bijącego u jej stóp źródełka. Zbliżyła twarz do rany i wypluła całą zawartość. Uczyniła to po trzykroć. Następnie podarła w pasy kawałek czystego materiału i obwiązała nimi ranę. Powiedziała, że za kilka dni wszystko się uspokoi, a chory wróci do zdrowia. Tak też się stało… (…)
Od tamtego zdarzenia źródło, z którego wodę wzięła Rzepicha, zaczęto nazywać jej imieniem. Z czasem nazwa ulegała zmianie. W ludowych przekazach pojawia się Rzepa, Rzepichna, Rzepichnina, Rzepichnianka, aby w XX wieku przyjąć swoją ostateczną formę. (…)
Dzisiaj prawie nikt nie pamięta o pierwotnym zastosowaniu tej wody. Jednak w poniedziałkowy poranek, podobnie jak przed wiekami, niejednemu życie ocaliła… 😉

Dodaj komentarz