Jestem z Wiochy

Wołają mnie Wieśniak. Kosztuję sól ziemi i walczę z demonami. Rozejrzyj się wokół moimi oczami…

Wieści z Wiochy

  • Źródło Rzepichy – cud ludowej medycyny

    Źródło Rzepichy – cud ludowej medycyny

    (…) Rzepicha przecięła węzeł zawiązany z końcówek materiału. Powoli zaczęła odwijać prowizoryczny opatrunek. Gdy dotarła do ostatniej warstwy, na twarzy Wieśniaka pojawił się grymas bólu. Pomieszczenie najpierw wypełnił potworny smród gnijącego ciała, a następnie oczom ukazała rana. Wokół uszkodzonego naskórka widoczny był ogromny czerwony pierścień, utworzony z zaognionych infekcją komórek.

    Widząc to Rzepicha pochyliła się i nabrała w usta wody z bijącego u jej stóp źródełka. Zbliżyła twarz do rany i wypluła całą zawartość. Uczyniła to po trzykroć. Następnie podarła w pasy kawałek czystego materiału i obwiązała nimi ranę. Powiedziała, że za kilka dni wszystko się uspokoi, a chory wróci do zdrowia. Tak też się stało… (…)

    Od tamtego zdarzenia źródło, z którego wodę wzięła Rzepicha, zaczęto nazywać jej imieniem. Z czasem nazwa ulegała zmianie. W ludowych przekazach pojawia się Rzepa, Rzepichna, Rzepichnina, Rzepichnianka, aby w XX wieku przyjąć swoją ostateczną formę. (…)

    Dzisiaj prawie nikt nie pamięta o pierwotnym zastosowaniu tej wody. Jednak w poniedziałkowy poranek, podobnie jak przed wiekami, niejednemu życie ocaliła… 😉

  • ***

    ***

    i znikać tak będę

    na dzień, na dwa,

    na miesiąc, na dwa,

    na rok, na dwa,

    na zawsze

     

    i wracać będę

    na słowo, na dwa,

    na chwilę,

    na dzień,

    na miesiąc,

    na rok,

    na zawsze

     

    i może dane nam będzie się spotkać

    na oka mgnienie, w biegu,

    na jeden uścisk dłoni,

    na dobre słowo,

    na kawę,

    na sen,

    na zawsze…

     

    Wiocha, 15.11.2025

  • Dwadzieścia jeden

    Dwadzieścia jeden

    Chcesz tego?

    Chcę.

     

    Wytrwasz?

    Wytrwam.

    Na pewno?

    Na pewno.

    W zdrowiu?

    Tak.

    A w chorobie?

    Też.

    Niezależnie od woli?

    Tak.

    Dobrej lub złej?

    Tak.

    Przyjmiesz ode mnie symbol doskonałości?

    Tak.

    Będziesz nosić go zawsze?

    Zawsze.

    Aż do śmierci?

    Tak.

    Uczciwie?

    Tak.

    Nie żartujesz?

    Nie

    Wytrwasz w wierności?

    Wytrwam.

    A w miłości?

    Wytrwam.

    W imię trzech postaci?

    Tak.

    Wiesz o prawach?

    Wiem.

    I że to ogromny obowiązek?

    Tak.

    Przyniesiesz spokój?

    Przyniosę.

    Wniesiesz szczęście?

    Wniosę.

    Zadbasz o trwałość?

    Zadbam.

    Ale zdajesz sobie sprawę, że to bardzo ważna decyzja?

    Zdaję.

    Na długi dystans?

    Tak

    Wiesz, że do końca życie?

    Wiem.

     

    Chcesz tego?

    Chcę.

     

    I co teraz?

    Nic. Kłamałam.

     

    Wiocha, 5.11.2025

  • Wieślajki na listopad – muzyka, serial i książka na długie wieczory

    Zmiana czasu, coraz dłuższe wieczory. Dlatego przygotowałem dla Ciebie Wieślajki na listopad idealne w połączeniu z gorącą herbatą z cytryną i imbirem.
    Na początek trochę muzyki…

    Tracy Chapman – powtórne odkrycie

    Tracy Chapman podczas koncertu – śpiewa i gra na gitarze.

    Lubię słuchać starej muzyki. Starej zarówno dla mnie jak i dla Potworów. To takie powroty do przeszłości, które okazują się często miłym zaskoczeniem.
    Niedawno, zupełnym przypadkiem, natknąłem się na płytę, którą kiedyś słuchałem namiętnie. Tak dawno, że o niej zapomniałem. Włączyłem i… magia wróciła. Czasem warto wrócić te kilka (-naście, -dziesiąt, – set) lat wstecz i… posłuchać. Kto wie – może i Tobie ta muzyka przypadnie do gustu?

    Tracy Chapman na Spotify

    Reacher sezon 3

    Reacher jaki jest każdy widzi – można napisać, parafrazując starą encyklopedię. I w zasadzie na tym mógłbym zakończyć tę część Wieślajków, ale…

    Grafika promująca serial Reacher sezon 3 – mężczyzna w szarej koszulce na tle dużej cyfry 3.

    Obejrzałem trzeci sezon serialu, który udostępnia jedna z platform streamingowych. W sumie trudno tutaj mówić o sezonie, bo każdy z nich oparty jest o jedną z książek Lee Childa i tak naprawdę stanowi odrębną całość. Kolejność oglądania nie ma więc znaczenia.
    Jednak trzeci sezon bardzo mnie rozczarował. Obejrzałem go z ciekawości, porównałem do książki i niestety… Książka ma tutaj zdecydowaną przewagę. Rozumiem ograniczenia dziesiątej muzy, które nie pozwalają odzwierciedlić wszystkiego, co jest zawarte w powieści. Ale, w mojej ocenie, serial bardzo upraszcza niektóre aspekty przedstawione w książce.
    Pomimo tego jest to dobra rozrywka na coraz dłuższe jesienne wieczory i pomysł na miłe spędzenie wolnego czasu.

    Jerzy Kosiński – Malowany ptak

    E-book Malowany ptak Jerzego Kosińskiego na czytniku Kindle obok filiżanki kawy na drewnianym stole.

    Po wielu latach zacząłem i, o dziwo!, skończyłem ostatnią książkę z twórczości Jerzego Kosińskiego, której do tej pory nie przeczytałem. Najbardziej znaną. Chodzi oczywiście o powieść Malowany ptak.
    Być może błędem poznawczym jest postrzeganie treści przez pryzmat sytuacji, w której obecnie się znajduję, i otoczenia, w którym żyję. Z przykrością stwierdzam, że w odniesieniu do okresu, w którym toczy się powieść, nic się obecnie nie zmieniło.

    Pamiętam, że pozostałe książki Kosińskiego, może z wyjątkiem jednej, obdzierały człowieczeństwo do samych kości, do bólu istnienia, który nie pozwalał zasnąć i zmuszał do ciągłego myślenia. To bolesne doznanie intelektualne.
    Przed tą książką dawno temu ostrzegała mnie koleżanka. Już wtedy jej wykładowca stwierdził, że lepiej czytać, o zgrozo!, literaturę rosyjską, bo jest piękniejsza i ukazuje świat w lepszych, bardziej pozytywnych, barwach.
    Obserwacje chłopca, głównego bohatera, w dużej mierze nie różnią się od wniosków, do których doszedłem. A Malowany ptak pozwolił mi je bardziej usystematyzować. Dostrzec te, które w codziennym życiu, zwyczajnie umykały. I chociaż dzisiaj potomkowie mieszkańców wiosek, których opisuje Kosiński, nie jeżdżą furmankami ciągniętymi przez konie, nie mieszkają w chatach pokrytych strzechą, bez okien i z paleniskiem pośrodku, to jednak mentalności została ta sama. Może mniej widoczna, ukryta za maskami, ale ciągle ta sama.

    Mocne przesłanie

    I czasem aż chce się wyjść na pole i krzyczeć w cztery strony świata, do widniejących w dali domostw:

    Nie jesteśmy lepsi!!!

    Nie jesteśmy gorsi!!!

    Jesteśmy tacy sami!!!

    Może właśnie dlatego Malowany ptak jest przesłaniem mocnym, w obecnych czasach jeszcze bardziej dobitnym. A może tylko zwyczajnie prawdziwym i przez to niezwykle smutnym.
    I chociaż trudno mi polecić Tobie tę książkę, to może po jej przeczytaniu przekonasz mnie, że nie mam racji. Że jednak bardzo się mylę w swojej ocenie, a człowieczeństwo nie jest przereklamowane…

    Grafika:

    1. Zdjęcie Tracy Chapman na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International, dostępne w Wikimedia Commons
    2. Materiały promocyjne serialu Reacher 3 dostępnego na jednej z platform streamingowych.

    Uwaga:

    Ten post zawiera linki afiliacyjne.
    Dzięki nim mogę zarabiać niewielką prowizję, jeśli zdecydujesz się w nie kliknąć lub dokonać zakupu za ich pośrednictwem, bez dodatkowych kosztów dla Ciebie.
    Dziękuję za wsparcie mojej pracy❗👍❤️

  • Wypalenie zawodowe – objawy, skutki i sposoby zapobiegania

    Wypalenie zawodowe – objawy, skutki i sposoby zapobiegania

    Czym jest wypalenie zawodowe?

    Pojęcie wypalenia zawodowego po raz pierwszy pojawiło się w literaturze psychologicznej w latach 70. XX wieku. Użył go amerykański psychiatra Herbert J. Freudenberger.

    Według niego wypalenie zawodowe to stan wyczerpania spowodowany nadmierną ilością zadań. Od tamtej pory minęło wiele lat, jednak definicja wciąż pozostaje aktualna. Co więcej, dziś problem dotyka coraz więcej osób, niezależnie od wieku czy zawodu. Dlatego wielu specjalistów uważa, że może to być także jeden z widocznych skutków pandemii COVID-19..

    Jak rozpoznać wypalenie zawodowe?

    Wypalenie zawodowe nie pojawia się nagle. To proces, zwykle powolny. Na początku łatwo pomylić je ze zwykłym zmęczeniem. Z czasem jednak, krok po kroku, pojawia się obojętność. Praca, która kiedyś cieszyła, staje się ciężarem. W rezultacie nawet najprostsze zadania wydają się bez sensu. Pojawia się także zaniżone poczucie własnej wartości. To z kolei oznacza, że ciało i umysł domagają się odpoczynku.

    Objawy wypalenia zawodowego mogą obejmować:

    • utratę radości z pracy,
    • poczucie braku sensu,
    • zmęczenie nieustępujące po odpoczynku,
    • spadek poczucia własnych dokonań.

    Ważne pytania i jeszcze ważniejsze odpowiedzi

    W przypadku podejrzenia wypalenia zawodowego warto zadać sobie pytania:

    • Czy potrafię cieszyć się jeszcze swoją pracą?
    • Czy znajduję czas na odpoczynek?
    • Czy słucham tego, co mówi mi moje ciało i serce?

    Szczere odpowiedzi są kluczowe. Dlatego, że mogą potwierdzić, że idę dobrą drogą. Jednak w wielu przypadkach mogą być też początkiem zmiany – czasem wystarczy rozmowa, innym razem urlop albo poukładanie na nowo spraw ważnych i mniej ważnych.

    Konsekwencje wypalenia zawodowego

    Konsekwencje wypalenia są poważne. Problem nie dotyczy wyłącznie jednej osoby, ale również jej otoczenia – rodziny, znajomych czy współpracowników. Co gorsza, skutki narastają z czasem i mogą być coraz trudniejsze do odwrócenia.

    Najczęściej wspomina się o:

    • spadku jakości pracy,
    • bólach głowy i migrenach,
    • bólach kręgosłupa,
    • zaburzeniach równowagi,
    • nerwicy,
    • depresji,
    • strachu przed pracą.

    Dlatego tak ważne jest, aby reagować wcześniej, zanim konsekwencje staną się poważne.

    Jak zapobiegać wypaleniu zawodowemu?

    Istnieje wiele sposobów, które mogą pomóc chronić się przed wypaleniem zawodowym.

    Najczęściej wymieniane są:

    • aktywność fizyczna i sport,
    • panowanie nad emocjami,
    • budowanie samoświadomości i poczucia własnej wartości,
    • praktyki relaksacyjne, np. medytacja.

    Co więcej, równie ważna jest świadomość problemu i jego akceptacja. Jeśli czujesz, że sytuacja wymyka się spod kontroli – warto zwrócić się po pomoc do psychologa lub psychiatry.

    Podsumowanie

    Wypalenie zawodowe to proces, który rozwija się powoli i często jest lekceważony. Objawia się zmęczeniem, utratą radości z pracy, spadkiem poczucia sensu i wartości. Konsekwencje dotykają nie tylko chorego, ale również jego otoczenia.

    Dlatego właśnie świadomość i profilaktyka pomagają uniknąć wypalenia zawodowego i odzyskać równowagę.

     

    👉 Artykuł zawiera podstawowe informacje oraz moje osobiste przemyślenia. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Jeśli potrzebujesz pomocy lub porady – skontaktuj się z psychologiem albo psychiatrą.

  • Na szkołę

    Na szkołę

    Szkoło moja kochana!

    Witam cię od rana.

    Witam cię codziennie.

    Czy obejdziesz się beze mnie?

     

    Wiocha, 01.09.2025 r.

  • Uważaj!

    Uważaj!

    Znajdujesz się na placu budowy bloga!

    Zachowaj czujność!

    Zachowaj ostrożność!

     

    Jestem z Wiochy albo zdrowie!

    Wybór należy do Ciebie!

    O czym informuje Minister Wiochy i Małych Wiejskich Zagonów…

  • Czy właściwie świętujemy 1 listopada?

    Czy właściwie świętujemy 1 listopada?

    1 listopada – Święto Zmarłych. Tego dnia odwiedzamy cmentarze, wspominamy bliskich i znajomych, którzy odeszli na zawsze. To dzień zadumy i raczej mało radosny.
    Otóż… nic bardziej mylnego! Jak zwykł mawiać Radosław Kotarski.
    Bo…

    Za świętych…

    Po pierwsze: to nie Dzień Zmarłych, albo Święto Zmarłych. W kościele katolickim, a właściwie w kościołach łacińskich, obchodzimy w tym dniu uroczystość Wszystkich Świętych.
    Po drugie: wspominamy wówczas wszystkich chrześcijan, którzy osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie.
    Po trzecie: skoro ktoś osiągnął stan zbawienia, to należy się z tego cieszyć!
    Po czwarte: jeżeli cieszymy się zgodnie z punktem 3, to święto to nie może być innym jak świętem radosnym! Można się o tym przekonać na cmentarzach, na których znajdują się groby romskie.

    Ale zaraz, zaraz. Coś tutaj nie pasuje. Gdzie jest błąd? Skąd aż taka pomyłka?

    Wbrew pozorom sprawa jest bardzo prosta. W czasach PRL starano się temu świętu nadać świecki charakter. Pozostałością po tych działaniach jest jego nazwa, która przyjęła się w naszej świadomości. Bardzo często mówimy bowiem o Święcie Zmarłych lub Dniu Zmarłych, zdecydowanie rzadziej o Dniu Zmarłych i Poległych. Dodatkowym atutem dla laickości 1 listopada było jego ustanowienie jako dnia ustawowo wolnego od pracy.

    Nic więc dziwnego, że w naszym przekonaniu utarło się takie, a nie inne świętowanie tego dnia. No dobrze, ale co w takim razie ze zmarłymi, których wspominamy?

    Za zmarłych…

    Cóż… Za dusze zmarłych modlimy się dopiero 2 listopada. Nawet nazwy – Zaduszki lub Dzień Zaduszny, zdają się to potwierdzać. Co ciekawe, święto to ma korzenie pogańskie. I nie trzeba wcale szukać jego źródeł u Celtów, za oceanem lub w środku dyni, lecz u dawnych Słowian. Uważa się bowiem, że to Dziady, opisane przez Adama Mickiewicza, są pierwowzorem współczesnego święta.

    Do dzisiaj, prawdopodobnie nieświadomie odprawiamy obrzędy, które były czymś naturalnym dla naszych przodków. Możemy do nich zaliczyć m.in.:

    • odwiedzanie i porządkowanie grobów,
    • zapalanie zniczy, co nawiązuje do ognisk ustawianych na rozstajach, które miały wskazywać duszom zmarłych drogę do miejsc, w których spędziły doczesne życie, a jednocześnie uniemożliwić ujawnianie się upiorów,
    • porządkowanie domów, aby godnie powitać dusze zmarłych,
    • zostawianie otwartych furtek i drzwi, aby dusze mogły swobodnie wejść do domów, gdzie na progu stawiano dla ich jedzenie (niekiedy zabierano je na groby) oraz przygotowywano wodę i ręcznik, aby mogły się obmyć,
    • składania w niektórych parafiach ofiar pieniężnych za dusze najbliższych zmarłych, na tzw. wypominki, tj. kartek z imionami i nazwiskami zmarłych,
    • tego dnia zabronione było m.in. klepanie masła, deptanie kapusty, maglowanie, przędzenie i tkanie, cięcie sieczki, wylewanie pomyj i spluwanie, aby nie skaleczyć, nie rozgnieść lub w inny sposób nie znieważyć odwiedzającej dom duszy.

    To wszystko miało służyć nawiązaniu kontaktu z duchami zmarłych i uzyskanie ich przychylności.

  • Chleb żytni na zakwasie – prosty jak życie na wsi

    Chleb żytni na zakwasie – prosty jak życie na wsi

    Nie ma w nim nic z modnych ziaren chia, bezglutenowych cudów ani fit-cudactw z Instagramu. Za to jest mąka, woda, sól i trochę cierpliwości. Bo chleb żytni nie robi się sam — jednak gdy już się upiecze, to pachnie jak wspomnienie z dzieciństwa.

    Właśnie dlatego ten chleb jest inny od tego, który zazwyczaj kupujemy w sklepie. Najbardziej charakterystyczny dla naszego obszaru geograficznego, zawierający wiele cennych składników, a jednak omijany przez konsumentów. Prawdopodobnie dlatego, że chleb żytni jest raczej mało atrakcyjny wizualnie. Ciemny, o zbitej i zwartej strukturze. Co więcej dość gruba i twarda skórka chroni go przed wysychaniem, dlatego też możemy go przechowywać dłużej niż inne rodzaje pieczywa.

    Chleb żytni jest bardzo sycący. Już jedna zjedzona kromka sprawia, że można poczuć się najedzonym. Z tego powodu jest idealny dla osób, które chcą ograniczyć spożycie pieczywa.

    Niestety, jak to zwykle bywa, nie ma róży bez kolców. Chleb pieczony wyłącznie z mąki żytniej uchodzi za dość ciężkostrawny i może powodować pewien dyskomfort. Dodatkowo wymaga czasu: doby, by zaczyn nabrał życia, i paru godzin, by całość urosła. 

    Jednak mino wszystko chleb żytni ma więcej zalet niż wad. Przede wszystkim jest bardzo prosty w wykonaniu. Dlatego warto spróbować i przekonać się o tym samemu.

    🍞 Przepis:

    Porcja: 2 bochenki po około 1 kg

    Składniki:

    Zaczyn: 

    • 0,5 kg mąki żytniej 2000
    • 800 ml wody
    • 300-400 ml zakwasu

    Ciasto:

    • 0,5 kg mąki żytniej 720
    • 100 ml wody
    • 100-150 g słonecznika lub czarnuszki
    • 2 „kopiaste” łyżeczki soli

    Sposób wykonania:

    1. Zaczyn: Składniki wymieszać i pozostawić na dobę.
    2. Ciasto: Do zaczynu dodać składniki na ciasto. Wymieszać. Ciasto podzielić na pół.
    3. Foremki: 2 keksówki wysmarować masłem. Ciasto włożyć do foremek i pozostawić do wyrośnięcia na około 2-3 godziny.
    4. Pieczenie: Piec 75 minut w temperaturze 200 stopni C. W czasie pieczenia na dolną, pełną półkę, dobrze jest wylać trochę wody.
    5. Po upieczeniu: Chleb żytni wyjąć z keksówek i pozostawić do odparowania. Przykryć czystą ściereczką.

    Smacznego!❤️

  • MLP wszystko widzi

    MLP wszystko widzi

    – Ty to jednak wieśniak jesteś – powiedziała MLP przeciskając się do miejsca, w którym stałem. 

    Było to miejsce niezwykłe – kąt jednego z korytarzy domu uzdrowiskowego, w którym stała bardzo dokładna waga przeznaczona dla kuracjuszy.

    – O! Powiem więcej! Ty to nawet jesteś wieśniak na 102 – dodała i wybuchnęła głośnym śmiechem.

    Na MLP zawsze można liczyć. Nie zazdrości… Współweseli się prawdą… A do tego jest tolerancyjna i akceptuje mnie w pełni takim, jakim jestem…. Jednak ten radosny (i jakże przyjazny) śmiech, który rozbrzmiewał w mojej głowie niczym dzwon kościelny, podświadomie zmuszał mnie do działania. Postanowiłem coś zmienić. Nie! Ja musiałem coś zmienić!

    Bo co jak co, ale waga w domu uzdrowiskowym raczej nie kłamie…