tutaj
nic mnie
nie trzyma
tam
nic mnie
nie ciągnie
jestem Wieśniakiem
obywatelem Wiochy
Wiocha, 21.11.2024 r.
Wołają mnie Wieśniak. Kosztuję sól ziemi i walczę z demonami. Rozejrzyj się wokół moimi oczami…

Byłem wczoraj u dentysty. Prywatnie. Wiem, wiem – nie ma się czym chwalić. Ale jak człowieka złapie ból, to priorytety zmieniają się szybciej niż ceny paliwa na stacji. A szczera diagnoza dentysty jest ważniejsza niż zasady, kolejki i zdrowy rozsądek.
Godzina była, delikatnie mówiąc, późno wieczorna. Do gabinetu miałem prawie 20 km, bo w promieniu kilku wiosek nie znalazłby się żaden dentysta, który przyjmuje na NFZ. A nawet jeśli by się znalazł, to terminy byłyby dłuższe niż moja droga do miasta.
Przyjął mnie młody człowiek. Fachu pewnie uczył się w domu – może od ojca, może od matki, bo rozmowa zdradzała, że to taka rodzinna tradycja. Gabinet? Wypasiony jak niemieckie samochody z górnej półki – wszystko błyszczy, fotele kosmiczne, sprzęt jak z NASA.
Ale pierwszy raz w życiu poczułem, że nie jestem u lekarza, tylko w firmie usługowej. Wchodzisz, siadasz, wszystko profesjonalne i miłe, ale brakowało tylko kawy w filiżance z logo gabinetu.
No i przyszedł ten moment. Przegląd paszczy. Światło w oczy, metal w zębach i nagle słyszę:
„Łooo panie! Ale ktoś to panu spier…lił!”
I wiecie co? To była najkrótsza i najuczciwsza diagnoza w moim życiu. Zero ściemy, zero marketingu, samo sedno.
Czy bolało? Owszem.
Czy zapłaciłem? No wiadomo.
Ale przynajmniej miałem pewność, że facet mówi prawdę. A prawda, choć czasem szczypie bardziej niż znieczulenie, zawsze jest warta posłuchania.
O podejściu do życia pisałem już w Okiem Wieśniaka.

Wieśniackie poniedziałek.
Świąteczny.
Z lekkim ciężarem.
Drugi dzień Świąt Wielkanocnych to moment prawdy.
Stół już nie jest bohaterem.
Jest polem bitwy.
Jajka patrzą z wyrzutem.
Mazurek milczy.
Żurek udaje, że jeszcze się przyda.
Człowiek siedzi i rozważa:
czy to był post, czy przygotowanie do maratonu kulinarnego?
W lany poniedziałek tradycja mówi: woda oczyszcza.
Szkoda, że nie z kalorii.
Ale jest w tym wszystkim coś pięknego.
Bo święta kończą się zawsze tak samo –
z uczuciem, że było warto.
Nawet jeśli pasek do spodni ma inne zdanie.
I wtedy przychodzi myśl:
Zmartwychwstanie to nie tylko sprawa duchowa.
To także próba powrotu do codzienności.
Bez mazurka.
Bez wymówek.
Z nowym tygodniem.
Kropka.
Cisza.
Świąteczny poniedziałek wstał.

stłukło się
rozsypało
w najmniejsze drobiny
ukryte po kątach
dzisiejszego dnia
jutra już nie ma
wczoraj nie można już skleić
przeszłość
kaleczy
poszukiwaczy nadziei
Wiocha, 29.01.2026 r.

(…) Rzepicha przecięła węzeł zawiązany z końcówek materiału. Powoli zaczęła odwijać prowizoryczny opatrunek. Gdy dotarła do ostatniej warstwy, na twarzy Wieśniaka pojawił się grymas bólu. Pomieszczenie najpierw wypełnił potworny smród gnijącego ciała, a następnie oczom ukazała rana. Wokół uszkodzonego naskórka widoczny był ogromny czerwony pierścień, utworzony z zaognionych infekcją komórek.
Widząc to Rzepicha pochyliła się i nabrała w usta wody z bijącego u jej stóp źródełka. Zbliżyła twarz do rany i wypluła całą zawartość. Uczyniła to po trzykroć. Następnie podarła w pasy kawałek czystego materiału i obwiązała nimi ranę. Powiedziała, że za kilka dni wszystko się uspokoi, a chory wróci do zdrowia. Tak też się stało… (…)
Od tamtego zdarzenia źródło, z którego wodę wzięła Rzepicha, zaczęto nazywać jej imieniem. Z czasem nazwa ulegała zmianie. W ludowych przekazach pojawia się Rzepa, Rzepichna, Rzepichnina, Rzepichnianka, aby w XX wieku przyjąć swoją ostateczną formę. (…)
Dzisiaj prawie nikt nie pamięta o pierwotnym zastosowaniu tej wody. Jednak w poniedziałkowy poranek, podobnie jak przed wiekami, niejednemu życie ocaliła… 😉

i znikać tak będę
na dzień, na dwa,
na miesiąc, na dwa,
na rok, na dwa,
na zawsze
i wracać będę
na słowo, na dwa,
na chwilę,
na dzień,
na miesiąc,
na rok,
na zawsze
i może dane nam będzie się spotkać
na oka mgnienie, w biegu,
na jeden uścisk dłoni,
na dobre słowo,
na kawę,
na sen,
na zawsze…
Wiocha, 15.11.2025

Chcesz tego?
Chcę.
Wytrwasz?
Wytrwam.
Na pewno?
Na pewno.
W zdrowiu?
Tak.
A w chorobie?
Też.
Niezależnie od woli?
Tak.
Dobrej lub złej?
Tak.
Przyjmiesz ode mnie symbol doskonałości?
Tak.
Będziesz nosić go zawsze?
Zawsze.
Aż do śmierci?
Tak.
Uczciwie?
Tak.
Nie żartujesz?
Nie
Wytrwasz w wierności?
Wytrwam.
A w miłości?
Wytrwam.
W imię trzech postaci?
Tak.
Wiesz o prawach?
Wiem.
I że to ogromny obowiązek?
Tak.
Przyniesiesz spokój?
Przyniosę.
Wniesiesz szczęście?
Wniosę.
Zadbasz o trwałość?
Zadbam.
Ale zdajesz sobie sprawę, że to bardzo ważna decyzja?
Zdaję.
Na długi dystans?
Tak
Wiesz, że do końca życie?
Wiem.
Chcesz tego?
Chcę.
I co teraz?
Nic. Kłamałam.
Wiocha, 5.11.2025
Zmiana czasu, coraz dłuższe wieczory. Dlatego przygotowałem dla Ciebie Wieślajki na listopad idealne w połączeniu z gorącą herbatą z cytryną i imbirem.
Na początek trochę muzyki…

Lubię słuchać starej muzyki. Starej zarówno dla mnie jak i dla Potworów. To takie powroty do przeszłości, które okazują się często miłym zaskoczeniem.
Niedawno, zupełnym przypadkiem, natknąłem się na płytę, którą kiedyś słuchałem namiętnie. Tak dawno, że o niej zapomniałem. Włączyłem i… magia wróciła. Czasem warto wrócić te kilka (-naście, -dziesiąt, – set) lat wstecz i… posłuchać. Kto wie – może i Tobie ta muzyka przypadnie do gustu?
Reacher jaki jest każdy widzi – można napisać, parafrazując starą encyklopedię. I w zasadzie na tym mógłbym zakończyć tę część Wieślajków, ale…

Obejrzałem trzeci sezon serialu, który udostępnia jedna z platform streamingowych. W sumie trudno tutaj mówić o sezonie, bo każdy z nich oparty jest o jedną z książek Lee Childa i tak naprawdę stanowi odrębną całość. Kolejność oglądania nie ma więc znaczenia.
Jednak trzeci sezon bardzo mnie rozczarował. Obejrzałem go z ciekawości, porównałem do książki i niestety… Książka ma tutaj zdecydowaną przewagę. Rozumiem ograniczenia dziesiątej muzy, które nie pozwalają odzwierciedlić wszystkiego, co jest zawarte w powieści. Ale, w mojej ocenie, serial bardzo upraszcza niektóre aspekty przedstawione w książce.
Pomimo tego jest to dobra rozrywka na coraz dłuższe jesienne wieczory i pomysł na miłe spędzenie wolnego czasu.

Po wielu latach zacząłem i, o dziwo!, skończyłem ostatnią książkę z twórczości Jerzego Kosińskiego, której do tej pory nie przeczytałem. Najbardziej znaną. Chodzi oczywiście o powieść Malowany ptak.
Być może błędem poznawczym jest postrzeganie treści przez pryzmat sytuacji, w której obecnie się znajduję, i otoczenia, w którym żyję. Z przykrością stwierdzam, że w odniesieniu do okresu, w którym toczy się powieść, nic się obecnie nie zmieniło.
Pamiętam, że pozostałe książki Kosińskiego, może z wyjątkiem jednej, obdzierały człowieczeństwo do samych kości, do bólu istnienia, który nie pozwalał zasnąć i zmuszał do ciągłego myślenia. To bolesne doznanie intelektualne.
Przed tą książką dawno temu ostrzegała mnie koleżanka. Już wtedy jej wykładowca stwierdził, że lepiej czytać, o zgrozo!, literaturę rosyjską, bo jest piękniejsza i ukazuje świat w lepszych, bardziej pozytywnych, barwach.
Obserwacje chłopca, głównego bohatera, w dużej mierze nie różnią się od wniosków, do których doszedłem. A Malowany ptak pozwolił mi je bardziej usystematyzować. Dostrzec te, które w codziennym życiu, zwyczajnie umykały. I chociaż dzisiaj potomkowie mieszkańców wiosek, których opisuje Kosiński, nie jeżdżą furmankami ciągniętymi przez konie, nie mieszkają w chatach pokrytych strzechą, bez okien i z paleniskiem pośrodku, to jednak mentalności została ta sama. Może mniej widoczna, ukryta za maskami, ale ciągle ta sama.
I czasem aż chce się wyjść na pole i krzyczeć w cztery strony świata, do widniejących w dali domostw:
Nie jesteśmy lepsi!!!
Nie jesteśmy gorsi!!!
Jesteśmy tacy sami!!!
Może właśnie dlatego Malowany ptak jest przesłaniem mocnym, w obecnych czasach jeszcze bardziej dobitnym. A może tylko zwyczajnie prawdziwym i przez to niezwykle smutnym.
I chociaż trudno mi polecić Tobie tę książkę, to może po jej przeczytaniu przekonasz mnie, że nie mam racji. Że jednak bardzo się mylę w swojej ocenie, a człowieczeństwo nie jest przereklamowane…
Grafika:
1. Zdjęcie Tracy Chapman na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 4.0 International, dostępne w Wikimedia Commons
2. Materiały promocyjne serialu Reacher 3 dostępnego na jednej z platform streamingowych.
Uwaga:
Ten post zawiera linki afiliacyjne.
Dzięki nim mogę zarabiać niewielką prowizję, jeśli zdecydujesz się w nie kliknąć lub dokonać zakupu za ich pośrednictwem, bez dodatkowych kosztów dla Ciebie.
Dziękuję za wsparcie mojej pracy❗👍❤️

Pojęcie wypalenia zawodowego po raz pierwszy pojawiło się w literaturze psychologicznej w latach 70. XX wieku. Użył go amerykański psychiatra Herbert J. Freudenberger.
Według niego wypalenie zawodowe to stan wyczerpania spowodowany nadmierną ilością zadań. Od tamtej pory minęło wiele lat, jednak definicja wciąż pozostaje aktualna. Co więcej, dziś problem dotyka coraz więcej osób, niezależnie od wieku czy zawodu. Dlatego wielu specjalistów uważa, że może to być także jeden z widocznych skutków pandemii COVID-19..
Wypalenie zawodowe nie pojawia się nagle. To proces, zwykle powolny. Na początku łatwo pomylić je ze zwykłym zmęczeniem. Z czasem jednak, krok po kroku, pojawia się obojętność. Praca, która kiedyś cieszyła, staje się ciężarem. W rezultacie nawet najprostsze zadania wydają się bez sensu. Pojawia się także zaniżone poczucie własnej wartości. To z kolei oznacza, że ciało i umysł domagają się odpoczynku.
W przypadku podejrzenia wypalenia zawodowego warto zadać sobie pytania:
Szczere odpowiedzi są kluczowe. Dlatego, że mogą potwierdzić, że idę dobrą drogą. Jednak w wielu przypadkach mogą być też początkiem zmiany – czasem wystarczy rozmowa, innym razem urlop albo poukładanie na nowo spraw ważnych i mniej ważnych.
Konsekwencje wypalenia są poważne. Problem nie dotyczy wyłącznie jednej osoby, ale również jej otoczenia – rodziny, znajomych czy współpracowników. Co gorsza, skutki narastają z czasem i mogą być coraz trudniejsze do odwrócenia.
Dlatego tak ważne jest, aby reagować wcześniej, zanim konsekwencje staną się poważne.
Istnieje wiele sposobów, które mogą pomóc chronić się przed wypaleniem zawodowym.
Co więcej, równie ważna jest świadomość problemu i jego akceptacja. Jeśli czujesz, że sytuacja wymyka się spod kontroli – warto zwrócić się po pomoc do psychologa lub psychiatry.
Wypalenie zawodowe to proces, który rozwija się powoli i często jest lekceważony. Objawia się zmęczeniem, utratą radości z pracy, spadkiem poczucia sensu i wartości. Konsekwencje dotykają nie tylko chorego, ale również jego otoczenia.
Dlatego właśnie świadomość i profilaktyka pomagają uniknąć wypalenia zawodowego i odzyskać równowagę.
👉 Artykuł zawiera podstawowe informacje oraz moje osobiste przemyślenia. Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Jeśli potrzebujesz pomocy lub porady – skontaktuj się z psychologiem albo psychiatrą.

Szkoło moja kochana!
Witam cię od rana.
Witam cię codziennie.
Czy obejdziesz się beze mnie?
Wiocha, 01.09.2025 r.