Jestem z Wiochy

Wołają mnie Wieśniak. Kosztuję sól ziemi i walczę z demonami. Rozejrzyj się wokół moimi oczami…

Autor: Wieśniak

  • Potwory z Wiochy, prawie jak Sulley i Mike

    Potwory z Wiochy, prawie jak Sulley i Mike

    Potwory z Wiochy pojawiają się regularnie we wpisach na blogu. Kim są? I skąd się wzięły? Te pytania słyszę zaskakująco często. Zwłaszcza od tych, którzy dopiero trafili na „Jestem z Wiochy” i nie do końca wiedzą kto jest kim.

    Potwory to, wbrew pozorom, pozytywne, a nie pejoratywne określenie naszych latorośli. Nie chodzi tu o wygląd, bo ten akurat mają anielski. Przynajmniej wtedy, kiedy śpią. 😇
    To raczej czułe, trochę ironiczne, określenie na dzieci, które potrafią wnieść do domu tyle energii, że licznik w stodole zaczyna wariować. Czasem rozniosą pół obejścia, ale za to z uśmiechem od ucha do ucha.

    Inspiracją był film „Potwory i spółka”, w którym pozytywnie nastawieni do świata bohaterowie – Sulley i Mike – zamiast straszyć dzieci, odkrywają, że śmiech daje więcej energii niż krzyk. Zamiast przerażenia – przyjaźń. Zamiast chaosu – współpraca. I właśnie to podejście spodobało mi się najbardziej.

    Podobnie jest u nas. Potwory z Wiochy też potrafią nieźle narozrabiać. Zdarzy się rozlana zupa, pognieciony zeszyt albo mały „eksperyment naukowy” w łazience. Ale w tym całym zamieszaniu jest tyle życia, że bez nich Wiocha byłaby po prostu… zbyt cicha.

    Z czasem „Potwory z Wiochy” stały się pełnoprawnymi bohaterami bloga. Pojawiają się w opowieściach o codzienności, rodzinie, wychowaniu i tych wszystkich sytuacjach, które można nerwowo przeczekać, albo przeżyć z uśmiechem na ustach. Ja wybieram to drugie.

    Więcej o naszych małych bohaterach znajdziesz w poświęconej im kategorii. Bo choć potrafią napsocić, to bez nich życie byłoby nie tą samą Wiochą.

  • Święta stresują Potwory

    Święta stresują Potwory

    Duchy miały pojawić się za godzinę. Już teraz poczułem się nieswojo, gdy drzwi lekko skrzypnęły, a do pokoju dostał się wyczuwalny chłód. Zaraz za nim pojawił się Najmniejszy z Potworów. Jego wygląd nie zostawiał złudzeń – było źle. Chyba święta stresują nie tylko mnie, ale także Potwory mnie…

    Podkrążone oczy, bez wyraźnego blasku i charakterystycznego błysku. Lekko przygarbiona sylwetka. Wszystko to wskazywało na ogromne zmęczenie. Była 23.00. Normalnie o tej porze Potwory śpią już dwie lub dwie i pół godziny.

    – Nie mogę spać – powiedział Najmniejszy lekko chrapliwym głosem.

    – Te święta mnie tak zestresowały, że nie mogę spać – dodał.

    – Dlaczego? – zapytałem ogromnie zaskoczony.

    – Bo widzisz, starałem się być w ostatnim czasie bardzo grzecznym. Mam nadzieję, że zajączek to widział. Tak się składa, że dzisiaj jest ta noc, kiedy roznosi prezenty. I ja nie wiem, co mi przyniesie. I tak mnie to strasznie denerwuje, że nie mogę spać.

    Logika tego wywodu bardzo mnie zaskoczyła. Tak bardzo, że zdołałem z siebie wydusić jedno słowo:

    – Dobranoc.

    Skrzypnęły drzwi za zmierzającym do sypialni Potworem. Godzina duchów zbliżała się. Tym razem straszyć miał wielkanocny zajączek…

    I wtedy zrozumiałem jedno – święta naprawdę stresują Potwory.

  • Zakwas – dusza chleba żytniego

    Zakwas to podstawa dobrego chleba żytniego. Bez niego taki wypiek jest niemożliwy. Dlatego warto poświęcić trochę czasu i prawidłowo o niego zadbać. Przede wszystkim: zakwas chlebowy przechowuję w lodówce w litrowym słoiku z lekko zakręconą nakrętką (do zakwasu musi dochodzić powietrze, ale może też wykipieć).

    Dokarmiam go raz, dwa razy na tydzień, dodając łyżkę mąki żytniej (ja używam 2000). Po dodaniu mąki całość należy wymieszać. Przy pieczeniu chleba dobrze jest zużyć zawartość słoika pozostawiając jedynie około 2-3 łyżek zakwasu. Do tego, co zostało w słoiku, dodaję mąkę żytnią (jak już pisałem, używam w tym celu 2000), tak do około połowy słoika. Dolewam wodę i mieszam, aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany. Zakwas powinien zajmować maksymalnie 3/4 słoika (pojemnika), bo inaczej wykipi. Zostawiam na około 12 godzin w kuchni i obserwuję, czy pojawiają się pęcherzyki powietrza. Jeżeli tak, słoik z zakwasem wstawiam do lodówki na około tydzień, czyli do następnego wypieku chleba. Jeżeli wypiek chleba nie jest przewidywany przez przez dłuższy czas, to zakwas można wylać na pergamin i wysuszyć. Gdy będzie potrzebny, to biorę część wysuszonego zakwasu (około 2-3 łyżek) i postępuję dokładnie tak, jakbym miał do czynienia z jego płynną wersją.

    Kilka uwag dodatkowych:

    1. Dobra wiadomość: zakwas trudno jest zepsuć!
    2. Nie przejmuję się barwą zakwasu. Zależy ona od użytej mąki i czasu przechowywania.
    3. Rozwarstwienie zakwasu w słoiku jest normalne.
    4. Jeżeli dokarmię zakwas i go wymieszam, objawy z punktów 1 i 2, zazwyczaj znikają.
    5. Zakwas przechowywany w wyżej opisany sposób i regularnie używany, może nam służyć latami.
  • Strajk Potworów

    Strajk Potworów

    – Rozpoczynamy strajk – tymi słowami przywitały mnie Potwory, gdy wszedłem do domu.

    Dzieci obecnie uczą się szybciej niż kiedyś i bawią inaczej niż kiedyś my. Uczą się z telewizji, internetu, obserwacji dorosłych i wyciągają wnioski. To chyba dlatego nie ostrzegły mnie miesiąc wcześniej o planowanej akcji protestacyjnej. Nie byłem na to przygotowany. Jednak ja też uczę się na największym, od 1993 roku, strajku. Dowiedzieć się o co chodzi, udawać chęć porozumienia, zdyskredytować, przeczekać, zaatakować i ostatecznie zwyciężyć. To takie proste…

    – A czego dotyczy ten strajk? I co co chodzi w Waszym proteście – przedłużałem rozmowę, jak tylko mogłem.

    – Od dzisiaj nie jemy ryby!

    – Hmm… Jakiej? Zwykłej? Smażonej? Gotowanej? – kontynuowałem rozmowę.

    – Smażonej i do tego w piątek – Potwory wiedziały, czego chciały.

    – A w inne dni?

    – W inne dni też nie będziemy jeść smażonej ryby.

    Rozbawiło mnie tak silne przekonanie do własnych idei. Ale, jako prawdziwy twardziel z Wiochy, nie dałem tego znać po sobie.

    – Popieram Wasze postulaty, ale niestety… nie mogę ich zaakceptować. Nie można jeść wyłącznie śmieciowego żarcia, czasem potrzeba konkretów. A – tutaj zwiesiłem lekko głos dla podniesienia napięcia – co zrobicie jeżeli się nie zgodzę?

    – Będziemy strajkować aż do zwycięstwa, albo zaostrzymy formę protestu!

    – Tylko pamiętajcie, że bez śniadań, obiadów i kolacji, długo nie wytrzymacie… A cytując naszą ulubioną bajkę: Wasz plan jest świetny – prosty i niewykonalny… 

  • Jak powstał blog Jestem z Wiochy – historia, która zmieniła wszystko

    Jak powstał blog Jestem z Wiochy – historia, która zmieniła wszystko

    Ty to jednak wieśniak jesteś – powiedziała MLP.

    Nie wróżyło to niczego dobrego.

    Na pewno oglądaliście filmy dokumentalne o tornadach lub – nie daj Boże – mieliście wątpliwą przyjemność zobaczenia tego zjawiska z bliska. Jeśli tak, to na pewno pamiętacie, od czego się zaczyna?

    Niewinny, lekki wiaterek unosi na początku ziarenka piasku, które zaczynają wirować. Potem nabierają prędkości… Wyczuwa się nadchodzące niebezpieczeństwo… Trzeba więc rozejrzeć się za bezpiecznym schronieniem…

    To właśnie ten moment…

    Ciągle tylko gadasz o tej swojej stronie. Jaka to będzie super, hiper, i kto jeszcze wie jaka. Że będziesz tam pisał różne mądrości, a ludzie będą to czytać.

    Tornado nabierało siły i zmierzało w moim kierunku. Szybciej, szybciej, coraz szybciej. Schronienie. Schronienie! Uciekać!!! Tylko te słowa przelatywały przez moją głowę.

    Więc może zamiast samego gadania zacząłbyś jeszcze coś robić w tym kierunku. Przy okazji nauczyłbyś się czegoś nowego, pożytecznego…

    Potok słów uderzał w twarz, niczym ziarenka piasku. Znaleźć bezpieczne miejsce, chronić dobytek, ograniczyć straty. Brzmiało to trochę jak wypowiedź dowódcy przed ważną bitwą z amerykańskich filmów klasy B. Jednak nic więcej nie przychodziło mi na myśl.

    I nagle, zupełnie niespodziewanie…

    Jak w piosence Budki Suflera:

    „A po nocy nadchodzi dzień,
    a po burzy spokój…”

    Wszystko ucichło. Huragan minął. Tak po prostu. Czas ocenić szkody, naprawiać to, co da się naprawić i wreszcie zrobić coś innego, nowego, na co nigdy nie było miejsca, czasu, a teraz jest tego wystarczająco dużo…

    Tak właśnie powstał blog Jestem z Wiochy – miejsce, w którym dzielę się prawdziwymi historiami z życia, przemyśleniami oraz poradami na temat codziennych wyzwań i nieoczekiwanych zwrotów akcji.