Jestem z Wiochy

Wołają mnie Wieśniak. Kosztuję sól ziemi i walczę z demonami. Rozejrzyj się wokół moimi oczami…

Tag: odchudzanie

Na wsi nikt nie mówi „deficyt kaloryczny” – tu się po prostu rusza. Czasem za kurą, czasem za traktorem, a czasem za własnym cieniem.
Odchudzanie po wiejsku to nie cudowna dieta z internetu. To raczej zwykłe życie: praca, ruch, śmiech i kromka chleba ze smalcem i ogórkiem.
Bo tu kilogramy spadają same – razem z sianem z przyczepy i humorem po niedzielnym rosole. 😅

  • Drugi dzień Świąt Wielkanocnych

    Drugi dzień Świąt Wielkanocnych

    Wieśniackie poniedziałek.
    Świąteczny.
    Z lekkim ciężarem.

    Drugi dzień Świąt Wielkanocnych to moment prawdy.
    Stół już nie jest bohaterem.
    Jest polem bitwy.

    Jajka patrzą z wyrzutem.
    Mazurek milczy.
    Żurek udaje, że jeszcze się przyda.

    Człowiek siedzi i rozważa:
    czy to był post, czy przygotowanie do maratonu kulinarnego?

    W lany poniedziałek tradycja mówi: woda oczyszcza.
    Szkoda, że nie z kalorii.

    Ale jest w tym wszystkim coś pięknego.
    Bo święta kończą się zawsze tak samo –
    z uczuciem, że było warto.
    Nawet jeśli pasek do spodni ma inne zdanie.

    I wtedy przychodzi myśl:
    Zmartwychwstanie to nie tylko sprawa duchowa.
    To także próba powrotu do codzienności.

    Bez mazurka.
    Bez wymówek.
    Z nowym tygodniem.

    Kropka.
    Cisza.
    Świąteczny poniedziałek wstał.

  • MLP wszystko widzi

    MLP wszystko widzi

    – Ty to jednak wieśniak jesteś – powiedziała MLP przeciskając się do miejsca, w którym stałem. 

    Było to miejsce niezwykłe – kąt jednego z korytarzy domu uzdrowiskowego, w którym stała bardzo dokładna waga przeznaczona dla kuracjuszy.

    – O! Powiem więcej! Ty to nawet jesteś wieśniak na 102 – dodała i wybuchnęła głośnym śmiechem.

    Na MLP zawsze można liczyć. Nie zazdrości… Współweseli się prawdą… A do tego jest tolerancyjna i akceptuje mnie w pełni takim, jakim jestem…. Jednak ten radosny (i jakże przyjazny) śmiech, który rozbrzmiewał w mojej głowie niczym dzwon kościelny, podświadomie zmuszał mnie do działania. Postanowiłem coś zmienić. Nie! Ja musiałem coś zmienić!

    Bo co jak co, ale waga w domu uzdrowiskowym raczej nie kłamie…