Mam prawo być zmęczony

Wróciłem z orki na ugorze.
Zmęczony niczym koń po westernie.
A przede mną jeszcze wiele ambitnych zadań do wykonania tego dnia.

Zjadłem szybki obiad.
Włączyłem telewizor.
Patrzyłem na ekran, nie wiedząc, co oglądam.
To jedyne, na co miałem jeszcze siłę.

A potem… przysnąłem.

Obudziłem się po jakimś czasie, ale nie wiedziałem, gdzie jestem.
Nie wiedziałem też, która godzina.

Na szczęście budzik jeszcze nie dzwonił.

Znowu zasnąłem.
I obudziłem się dopiero rano.

Pierwsze, co przyszło — to nie ulga.
To były wyrzuty sumienia.

W myślach odtwarzałem długą listę niezrealizowanych zadań z wczoraj.
Bo przecież inni dają radę.

A ja…

zwyczajnie zasnąłem.

Dopiero po chwili dotarło do mnie coś prostego:

👉 Mam prawo być zmęczony

Nie wszystkie zadania muszą być zrealizowane.
Czasem, najzwyczajniej w świecie, trzeba odpuścić.

Dlatego ważne, żeby nie mieć do siebie pretensji.

Nie każdy dzień jest od wygrywania.

I… to jest normalne.

Bo czasem mój organizm ma inne zdanie niż moje ambicje.
I warto go posłuchać, zanim zacznie krzyczeć.

🪓 Mini-checklista Wieśniaka (na dni, kiedy życie siada na łopatki)

– zjedz coś — nawet byle co
– napij się wody
– weź głęboki oddech
– połóż się bez poczucia winy
– odpuść jedną rzecz z listy
– przypomnij sobie oczywistą prawdę: świat się nie zawalił

(Proste? No właśnie…)

Bo…

Nie każdy dzień jest od robienia.
Czasem jest od bycia.

Czasem od leżenia.
Czasem od przetrwania.

I to też się liczy.

📬 A jak jest u Ciebie?

Napisz w komentarzu jednym słowem:

👉 leżę
👉 działam

Bez ściemy.

 

Pocztowe gołębie poleciały z tym tekstem już we wtorek.

Po prostu przysiadły gdzieś wcześniej.
Na czyimś parapecie.

Ale nie każdy lubi gołębie.
Rozumiem.

👉 Dołącz do Wieści z Wiochy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *