Znaki od losu bywają dziwne

Rano wszystko zapowiadało się całkiem normalnie.

Kawa była.

Kluczyki były na swoim miejscu.

Samochód też stał dokładnie tam, gdzie go zostawiłem.

Podchodzę.

Patrzę.

I od razu wiem, że ktoś był przede mną.

Centralnie na środku przedniej szyby widniała wiadomość.

Nie podpisana.

Nieopatrzona datą.

Nie wiadomo nawet, czy nadawca działał sam, czy w porozumieniu z innymi przedstawicielami ptasiej społeczności.

Jedno było pewne.

Celność miał imponującą.

Podobno to szczęście.

Tak przynajmniej mówią ludzie, którzy nie muszą później szukać płynu do szyb.

Wiadomość na przedniej szybie

Przez chwilę zastanawiałem się, czy potraktować to jako znak od losu.

Może zapowiedź czegoś dobrego.

A może ostrzeżenie.

Może wszechświat uznał, że nadszedł czas na bardziej bezpośrednią formę komunikacji.

Im dłużej jednak żyję, tym bardziej dochodzę do wniosku, że znaki od losu rzadko wyglądają tak, jak sobie wyobrażamy.

W filmach wszystko jest proste.

Pojawia się tajemnicza wiadomość.

Następuje olśnienie.

Bohater odkrywa sens życia.

W rzeczywistości najczęściej pojawia się rachunek.

Albo awaria.

Albo telefon, którego nie chcemy odebrać.

Co naprawdę wymaga uwagi

Czasem człowiek tygodniami czeka na jedną odpowiedź.

Na wyjaśnienie.

Na pewność.

A przede wszystkim na moment, który rozwieje wszystkie wątpliwości.

A życie w tym czasie zajmuje się swoimi sprawami.

Trawa rośnie.

Koty śpią.

Ptaki ćwiczą celność.

I świat toczy się dalej.

Być może właśnie dlatego większość ważnych rzeczy przychodzi po cichu.

Nie jako znak.

Nie jako objawienie.

A już na pewno nie jako grom z jasnego nieba.

Tylko jako zwyczajna codzienność.

Rozmowa.

Spotkanie.

Decyzja.

Krok wykonany mimo wątpliwości.

Tamtego ranka nie odkryłem sensu istnienia.

Nie doznałem olśnienia.

Nie poznałem przyszłości.

Po prostu wyjąłem płyn do szyb.

I ruszyłem dalej.

Może właśnie to był jedyny znak, który naprawdę miał znaczenie.

Nie wszystko trzeba analizować.

Nie wszystko jest metaforą.

Niektóre rzeczy po prostu trzeba wyczyścić.

I jechać dalej.

 

📮 Ta historia najpierw trafiła do „Wieści z Wiochy”.

Pocztowe gołębie zanoszą je zwykle kilka dni wcześniej.

Link do zapisu. 🕊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *